Tłumaczenie maszynowe a język polski

Tłumaczenie maszynowe staje się coraz lepsze. Mogłoby się wydawać, że rozwój ten stanowi zagrożenie dla zawodu tłumacza. Myślę jednak, że tłumacze języka polskiego mogą spać spokojnie: automatyczne tłumaczenie tekstów z języka polskiego oraz na ten język jest nadal bardzo nieporadne.

Mam podać parę przykładów na poparcie mojej tezy? Proszę bardzo:

Children are so pig-headed nowadays. –> Dzieci mają teraz takie świńskie głowy.

Tłumacz automatyczny traktuje wszystko dosłownie i tłumaczy po kolei, słowo za słowem. W tym wypadku nie poradził sobie kompletnie ze zwrotem „pig-headed”, który po polsku nie ma nic wspólnego ze świniami i głowami – tłumaczy się go jako „uparty jak osioł”. Czyli powinno być tak: „Dzieci są teraz uparte jak osły.”

What in tarnation? –> Co w tarnation?

To wyrażenie używane na południu USA, które należy tłumaczyć jako „Co do diabła?” Dobry przykład na to, że tłumacz automatyczny nie rozumie czegoś takiego jak dialekt czy slang, a niezrozumiałe dla siebie wyrazy po prostu zostawia nieprzetłumaczone.

I reckon you ain’t from these parts. –> Myślę, że nie jesteś z tych części.

Kolejne „kowbojskie” powiedzonko. O dziwo tłumacz poradził sobie jakoś ze zwrotem „I reckon” (choć „wydaje mi się” byłoby moim zdaniem lepsze), ale totalnie poległ na „these parts”. Nie chodzi w tym zdaniu o żadne części, tylko o okolicę. Czyli powinno być tak: „Wydaje mi się, że nie jesteś z tej okolicy”.

I bet you ten thousand dollars he’s laughing his ass off right now. –> Założę się, że dziesięć tysięcy dolarów śmieje się teraz z jego tyłka.

A ja śmieję się z tego automatycznego tłumaczenia. Powinno być tak: „Założę się z Tobą o dziesięć tysięcy dolarów, że śmieje się teraz do łez.” Czyli mało, że tłumacz automatyczny nie poradził sobie z wyrażeniem „to laugh one’s ass off”, do tego jeszcze kompletnie skopał gramatykę i wyprodukowane przez niego zdanie nie ma żadnego sensu.

Don’t get your knickers in a twist –> Nie daj się skręcić majtkom

Przezabawne i zupełnie nietrafione „tłumaczenie” tego brytyjskiego powiedzonka. Powinno być po prostu „nie wściekaj się tak”. Idiomy i powiedzenia to prawdziwa pięta achillesowa tłumaczenia maszynowego.

Sklepy online z aplikacjami na urządzenia mobilne to istne kopalnie tego typu „kwiatków”. W każdym automatycznie przetłumaczonym opisie aplikacji znajdziemy coś rozbrajającego. Oto dwa wybrane przykłady (bez podawania żadnych nazw aplikacji):

Train! – miało być „Trenuj!”, a co zrobiło tłumaczenie maszynowe? „Pociąg!” Aplikacja nie miała nic wspólnego z pociągami – dotyczyła codziennych treningów fitness.

Enter the Arena! – powinno być „Wejdź na arenę!”, „Walcz na Arenie!” lub coś podobnego. Tymczasem tłumacz automatyczny zrobił z tego „Wprowadź Arena!” – absurdalne i do tego niepoprawne gramatycznie „tłumaczenie”.

Wielu obcokrajowcom wydaje się, że skoro tłumaczenia maszynowe sprawdzają się całkiem nieźle (choć wcale nie idealnie) w przypadku np. języka hiszpańskiego czy włoskiego, to równie dobrze mogą tłumaczyć w ten sposób swoje teksty na język polski. Tymczasem taka metoda kompletnie się nie sprawdza w przypadku naszego języka. Jest on po prostu zbyt skomplikowany, żeby tłumaczenie maszynowe mogło mu sprostać. Mamy odmianę przez przypadki, wyraźny i niemożliwy do pominięcia podział na rodzaj męski i żeński oraz masę innych utrudnień, z którymi tłumacz automatyczny nie ma szans sobie poradzić.  I na pewno prędko się to jeszcze nie zmieni. Dlatego właśnie warto korzystać z usług profesjonalnych tłumaczy.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *